Egzotyki: Ford GT

Historia tego samochodu sięga lat 60-tych XX wieku, a jako, że okres ten to średniowiecze motoryzacyjne, to trzymam się od niego z daleka. Ale, żeby było wiadomo o co chodzi z tym samochodem, to szefowie Forda w tamtym okresie postanowili dokopać Ferrari i stworzyli super samochód, który – dosłownie – dym*ł samochody z Maranello na każdym kroku. Nazwa GT40 wzięła się od tego, że był wysoki na czterdzieści stóp, co na nasz język oznacza, że był dosyć niski i nie każdy mógł się tam zmieścić. Ostatni sukces GT40 święciło w roku 1969, kiedy po raz ostatni wygrało prestiżowy wyścig Le Mans 24, kończąc razem serię czterech zwycięstw pod rząd. I to by było na tyle z lekcji historii. Czas na teraźniejszość.

Ford GT

W roku 2001 Ford ogłosił, że pracuje nad prototypem o nazwie GT40, który w przeciwieństwie do GT90 ma trafić do sprzedaży. Tak odbiegając, wie ktoś co stało się z tą kupą brzydoty z 90 na końcu? W styczniu 2002 na salonie samochodowym w Detroit został pokazany całemu światu, a w 2003 ruszyła jego produkcja. W marcu pojawiły się trzy pierwsze egzemplarze, które były poddawane wszystkim testom, po to aby w październiku 2004 samochód był dopracowany. A nie był, o czym może powiedzieć Jeremy Clarkson z Top Gear, który kupił ten samochód, potem oddał Fordowi, a następnie znowu odkupił tylko i wyłącznie dlatego, że nie dopracowali alarmu, który włączał się bez potrzebny lub uniemożliwiał ruszenie. W najgorszym wypadku wyłączał zapłon, ponieważ system namierzania uznawał, że ktoś go ukradł. A był to właściciel…

Ford GT

Sam samochód nie odziedziczył nazwy GT40, ponieważ Ford sprzedał prawa nazwy firmie Safir Engineering, przez co mamy Forda GT. Wyglądem przypomina legendę motoryzacji, jednak jest o trzy cale wyższy, przez co praktycznie każdy, poza żyrafą, może się tam zmieścić. I – o mamo! – ten wygląd! Pokażcie mi drugi samochód, który ma takie przecudowne wgniecenia na masce. Albo te drzwi, które wchodzą niczym w oryginale w dach, przez co musisz mieć dużo miejsca obok, aby móc wysiąść i wsiąść do samochodu. Niestety, jeśli jedziesz do sklepu np. po mleko to, tam gdzie jest bagażnik ono w ogóle się nie zmieści. Tam NIC się nie zmieści, a wszystko właśnie przez te wgniecenia. Ale to jest nic, jeśli parking jest mały to nie wysiądziesz z samochodu, bo drzwi potrzebują dużo miejsca. I w taki oto sposób z zakupów wyjdą nic. Powiedzmy sobie szczerze: to NIE JEST samochód do jazdy na zakupy, to jest samochód po to, aby ROBIĆ HAŁAS. Jeśli chodzi o wnętrze, to nawiązuje do oryginału. Fotele, wskaźniki czy te przełączniki. Czuć klasykę i słychać, bo tuż za głową kierowcy i pasażera drzemie prawdziwy potwór. Z Detroit.

2005 Ford GT

Silnik V8, który umieszczony jest centralnie (Tzn tuż przed tylną osią) o pojemności 5409 cm3, produkuje całe 550KM. Moc, przenoszona jest przez sześciobiegową manualną skrzynię zmiany biegów. Przyśpieszenie od 0 – 100 km/h to 3,6s, a prędkość maksymalna – prosimy o uwagę – 330 km/h. No i ten dźwięk. Myślę, że ten materiał prezentuje dokładnie to jak wspaniałym samochodem jest Ford GT

Niestety, silnik GT charakteryzuje się jedną wadą: spalanie paliwa. Ford podaje, że średnie na 100km wynosi ok 15 litrów. Ale w realiach miasta lub szybkiej, nawet bardzo szybkiej jazdy może osiągnąć – uwaga, boli – 50 (pięćdziesiąt) litrów na 100km. Biorąc pod uwagę, że zbiornik, który umieszczony jest z przodu auta, pozwala na wlanie 66 litrów paliwa, to właściciel GT wydaje tysiące na paliwo. Niestety, to jest wada amerykańskich samochodów – one kochają pić paliwo. A jeśli lubisz wiatr we włosach, a chcesz Forda, to możesz kupić wersję GTX1, która dostępna jest tylko w USA. Sprawa wygląda tak, że kupujesz Forda GT, udajesz się do Genaddi Design Group i płacisz ekstra 48 tysięcy dolarów za zrobienie wersji roadster oraz dodanie trochę koni (700) i ulepszenie zawieszenia oraz hamulców.

Ford GTX1

Ford zakładał, że z fabryki wyjedzie 4,5 tysiąca egzemplarzy tego wspaniałego samochodu. Cóż, wyjechało lekko ponad cztery tysiące, z czego TYLKO 100 samochodów trafiło do Europy. To boli, szczególnie, że posiadanie takiego samochodu, to coś wspaniałego, nie licząc problemów z elektroniką, z paliwem, z brakiem miejsca do parkowania oraz z ceną. Ford nas docenił i w konsekwencji europejski GT jest droższy o 40% niż amerykański. Tylko pomyśleć, ile Fordów GT jeździłoby po Europie, gdyby nie pazerność Jankesów…

Thx for reading, take care.

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

Reklamy