• Kalendarz

    Lipiec 2017
    Pon W Śr C Pt S N
    « Czer    
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  
  • Liczba gości

    • 258,809 wejść
  • Najpopularniejsze wpisy

Egzotyki: Aston Martin One-77

Najnowszy Aston Martin jest po prostu najpiękniejszy, najszybszy, najbardziej ekskluzywny  i najmocniejszy. W  historii brytyjskiej marki, nie odnajdziemy drugiego takiego modelu. Ten piękny „bolid” zostanie wyprodukowany w ilości tylko 77 sztuk. Warto dodać, że auto napędza 7 litrowy silnik V12 o mocy 700KM! Nie dawno przeprowadzone próby prędkości potwierdziły wyjątkowość nowego Astona, który osiągnął ponad 350km/h! One-77 ma trafić do sprzedaży w połowie przyszłego roku. Z pewnością trafi do najmożniejszych tego świata i próżno go będzie szukać na ulicach, ale mimo wszytko pojawienie się tego samochodu fanom marki sprawiło największy prezent.

Egzotyki: Ferrari 612 Scaglietti

Jako, że dziś sobota, to mam obowiązek, a nawet przymus, aby napisać COŚ o JAKIMŚ egzotyku. Długo, bo 5 minut, myślałem czym dziś się zająć. I mój wybór padł na… Ferrari. Na to słowo wielu osobom uginają się nogi, a innym staje raz na zawsze serce. Wyobraźcie sobie, co się dzieje, gdy ktoś wsiada do samochodu z Maranello. Jeśli nie będziesz musiał zmienić bielizny, to jesteś hardcorem. Serio. Jako, że gama samochodu z skaczącym konikiem na masce jest bardzo szeroka, musiałem przeprowadzić jednostronne głosowanie, w którym wygrało…

Ferrari_612

Ferrari 612 Scagletti. Samochód tej został przedstawiony szerokiej publiczności w 2004 roku, jako następca modelu 456, który produkowany był przez 11 lat, od 1992 do 2003 roku. Nazwa modelu 612 – Scaglietti – to hołd dla jednego z najwybitniejszego projektanta Ferrari: Serio Scagliettiego. Samym projektem zajęła się Pininfarina, dlatego ten samochód jest taki piękny. 612 to coupe 2+2, to oznacza, że zmieszczą się tam cztery osoby. Dlatego ten samochód jest wprost idealny na wypad w góry albo nad morze. Bagażnik w porównaniu do 456 został powiększony o 25%, co daje łączą pojemność wynoszącą 240 litrów. Tylko pamiętajcie, że to nie jest samochód do golfa.

Ferrari_612_2

Sercem tego samochodu jest umieszczony z przodu silnik V12 o pojemności 5 748 cm3 czyli 5.75 l. Spod maski wyrywa się 540 galopujących włoskich koni mechanicznych, które przenoszone są na tylną oś, poprzez 6-biegową ręczną bądź automatyczną skrzynię zmiany biegów. Sprint do 100km/h zajmuje 4,1s, natomiast prędkość maksymalna to 315 km/h. Średnie spalenie wynosi ok 21l/100km, ale dzięki temu, że 612 ma bak o pojemności 105, samochód tankuje się co 500km.

Ferrari_612_3

Wnętrze to typowe Ferrari, więc zbytnio nie ma się o czym rozpisywać. Jest przestronne, więc cztery dorosłe osoby nie będą miały problemów z dłuższą podróżą. Poza tym, można sobie dowolny kolor tapicerki i setki opcji, po to by stworzyć własne 612 Scaglietti. Niestety, taka przyjemność kosztuje i to nie mało, bo 210 000 Euro. A im więcej bajerów, tym większa cena… Ale warto! W końcu to Ferrari!

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

Egzotyki: Porsche Cayman

Niemcy, kraj piwem oraz kiełbasą śmierdzący, w którym pewna część autostrad nie zna słowa „Ograniczenie prędkości”, a z drugiej strony większość producentów montuje ograniczniki prędkości do 250km/h, aby nie denerwować partii zielonych. Z tego grona wyłamuje się Porsche, gdzie żaden samochód nie jest ograniczony do 250km/h, poza Cayenne, ale to nie jest w stanie tyle jechać. Jakby nie było czas wybrać jakiś model tej marki. A w prostym losowaniu padło na…

2005_porsche_cayman_s_20_m

Porsche Cayman. Samochód pojawił się w sprzedaży w lipcu 2006 roku jako samochód pomiędzy Boxsterem, a 911. Od Boxstera różni się tym, że ma twardy dach, więc nie straszne nam deszcze oraz przypadkowe noże, a jeśli chodzi o 911, to w osiągach siedzi jej na ogonie. Nazwa samochodu nie wzięła się o dziwo od wyspy Kajmany, natomiast od gatunku gadów spokrewnionych z aligatorami. Od razu powinni go nazwać Szerszeń… Jeśli chodzi o stylistykę do nawiązuje ona do starych Porsche: 550 Spyder oraz 904 Coupe, chociaż jeśli się uprzeć to przednie zderzaki, pokrywa bagażnika, drzwi boczne oraz światła przednie pochodzą od Boxstera, więc Cayxster to Boxster z twardym dachem. Szczególnie, że silnik 3.4l pochodzi od kabrioletu, z tą różnicą że został trochę rozwinięty. Ta jednostka montowana jest w wersji Cayman S, natomiast 2,7l pochodzące z Boxstera występuje w podstawowej wersji samochodu, dla której standardem jest 5-cio biegowa manualna skrzynia zmiany biegów. Model S posiada 6-cio biegową, a jako opcję automatyczną tiptronic. Jeśli chodzi o prędkość maksymalną, to Cayxster z silnikiem 2,7l wyciąga 258km/h, a 3,4 275km/h.

porsche_cayman_1

Wnętrze to klasyczne Porsche. Stacyjka umieszczona po lewej stronie, a w samym środku konsoli centralnej znajduje się stoper, który liczy czas ucieczki przed wściekłą żoną, która wolałaby kabriolet. I niestety, taki jest Cayman – NUDNY, jak prawie każde Porsche. Ta sama stylistyka od pół wieku, przez co każdy model wygląda tak samo. Dlatego top tip: jeśli chcesz kupić niemiecki samochód, a Boxster Cię nie kręci, natomiast 911 jest za droga, to wybierz się do salonu Mercedesa po SLK. Wyjdziesz na tym o cholerę lepiej.

Thx for reading, take care.

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

Egzotyki: Ford GT

Historia tego samochodu sięga lat 60-tych XX wieku, a jako, że okres ten to średniowiecze motoryzacyjne, to trzymam się od niego z daleka. Ale, żeby było wiadomo o co chodzi z tym samochodem, to szefowie Forda w tamtym okresie postanowili dokopać Ferrari i stworzyli super samochód, który – dosłownie – dym*ł samochody z Maranello na każdym kroku. Nazwa GT40 wzięła się od tego, że był wysoki na czterdzieści stóp, co na nasz język oznacza, że był dosyć niski i nie każdy mógł się tam zmieścić. Ostatni sukces GT40 święciło w roku 1969, kiedy po raz ostatni wygrało prestiżowy wyścig Le Mans 24, kończąc razem serię czterech zwycięstw pod rząd. I to by było na tyle z lekcji historii. Czas na teraźniejszość.

Ford GT

W roku 2001 Ford ogłosił, że pracuje nad prototypem o nazwie GT40, który w przeciwieństwie do GT90 ma trafić do sprzedaży. Tak odbiegając, wie ktoś co stało się z tą kupą brzydoty z 90 na końcu? W styczniu 2002 na salonie samochodowym w Detroit został pokazany całemu światu, a w 2003 ruszyła jego produkcja. W marcu pojawiły się trzy pierwsze egzemplarze, które były poddawane wszystkim testom, po to aby w październiku 2004 samochód był dopracowany. A nie był, o czym może powiedzieć Jeremy Clarkson z Top Gear, który kupił ten samochód, potem oddał Fordowi, a następnie znowu odkupił tylko i wyłącznie dlatego, że nie dopracowali alarmu, który włączał się bez potrzebny lub uniemożliwiał ruszenie. W najgorszym wypadku wyłączał zapłon, ponieważ system namierzania uznawał, że ktoś go ukradł. A był to właściciel…

Ford GT

Sam samochód nie odziedziczył nazwy GT40, ponieważ Ford sprzedał prawa nazwy firmie Safir Engineering, przez co mamy Forda GT. Wyglądem przypomina legendę motoryzacji, jednak jest o trzy cale wyższy, przez co praktycznie każdy, poza żyrafą, może się tam zmieścić. I – o mamo! – ten wygląd! Pokażcie mi drugi samochód, który ma takie przecudowne wgniecenia na masce. Albo te drzwi, które wchodzą niczym w oryginale w dach, przez co musisz mieć dużo miejsca obok, aby móc wysiąść i wsiąść do samochodu. Niestety, jeśli jedziesz do sklepu np. po mleko to, tam gdzie jest bagażnik ono w ogóle się nie zmieści. Tam NIC się nie zmieści, a wszystko właśnie przez te wgniecenia. Ale to jest nic, jeśli parking jest mały to nie wysiądziesz z samochodu, bo drzwi potrzebują dużo miejsca. I w taki oto sposób z zakupów wyjdą nic. Powiedzmy sobie szczerze: to NIE JEST samochód do jazdy na zakupy, to jest samochód po to, aby ROBIĆ HAŁAS. Jeśli chodzi o wnętrze, to nawiązuje do oryginału. Fotele, wskaźniki czy te przełączniki. Czuć klasykę i słychać, bo tuż za głową kierowcy i pasażera drzemie prawdziwy potwór. Z Detroit.

2005 Ford GT

Silnik V8, który umieszczony jest centralnie (Tzn tuż przed tylną osią) o pojemności 5409 cm3, produkuje całe 550KM. Moc, przenoszona jest przez sześciobiegową manualną skrzynię zmiany biegów. Przyśpieszenie od 0 – 100 km/h to 3,6s, a prędkość maksymalna – prosimy o uwagę – 330 km/h. No i ten dźwięk. Myślę, że ten materiał prezentuje dokładnie to jak wspaniałym samochodem jest Ford GT

Niestety, silnik GT charakteryzuje się jedną wadą: spalanie paliwa. Ford podaje, że średnie na 100km wynosi ok 15 litrów. Ale w realiach miasta lub szybkiej, nawet bardzo szybkiej jazdy może osiągnąć – uwaga, boli – 50 (pięćdziesiąt) litrów na 100km. Biorąc pod uwagę, że zbiornik, który umieszczony jest z przodu auta, pozwala na wlanie 66 litrów paliwa, to właściciel GT wydaje tysiące na paliwo. Niestety, to jest wada amerykańskich samochodów – one kochają pić paliwo. A jeśli lubisz wiatr we włosach, a chcesz Forda, to możesz kupić wersję GTX1, która dostępna jest tylko w USA. Sprawa wygląda tak, że kupujesz Forda GT, udajesz się do Genaddi Design Group i płacisz ekstra 48 tysięcy dolarów za zrobienie wersji roadster oraz dodanie trochę koni (700) i ulepszenie zawieszenia oraz hamulców.

Ford GTX1

Ford zakładał, że z fabryki wyjedzie 4,5 tysiąca egzemplarzy tego wspaniałego samochodu. Cóż, wyjechało lekko ponad cztery tysiące, z czego TYLKO 100 samochodów trafiło do Europy. To boli, szczególnie, że posiadanie takiego samochodu, to coś wspaniałego, nie licząc problemów z elektroniką, z paliwem, z brakiem miejsca do parkowania oraz z ceną. Ford nas docenił i w konsekwencji europejski GT jest droższy o 40% niż amerykański. Tylko pomyśleć, ile Fordów GT jeździłoby po Europie, gdyby nie pazerność Jankesów…

Thx for reading, take care.

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

Egzotyki: Nissan GT-R

Duża część osób zarzuca mi, że nie poruszam tematów związanych z samochodami, skupiając się na bezsensownych błahostkach, jak np. marudzenie w nowym roku. Bzdura, przecież nie dawno narzekałem na to, że nowe samochody są nagminnie ścigane przez zielonych, a dawno temu pisałem swoje wrażenia z premiery nowej Laguny, która po roku od debiutu doczekała się już face liftingu. Jednak niestety, w tym wypadku nie pomoże nawet najlepszy chirurg plastyczny, bo Pierre był na rauszu. Podobnie jest z moją kolejną ofiarą złego projektanta – Shiro Nakamury, czyli Nissanem GT-R.Nissan-GT-RCi, którzy już spadli z wrażenia lepiej niech nie wstają, bo na podłodze jest zdecydowanie wygodniej. Dlaczego GT-R, a nie np. Ssang Young eRexton? A kogo interesuje jakiś koreański gniot, który ma na dodatek śmieszną nazwę? Historia tego samochodu sięga do lat 50-tych XX wieku, kiedy pojawił się model Skyline, który rozwijał się przez długi okres czasu i doszedł do miana kultowego. Chociaż, gdyby ktoś mnie zapytał o dowolny japoński samochód sportowy, to podałbym Toyotę Suprę albo Hondę S2000, ale Skyline? Pierwszy raz zetknąłem się z nim oglądając film „Za szybcy, za wściekli” i zetknąłem się z nim tylko i wyłącznie dlatego, że padła jego nazwa w czasie pościgu. Produkcja Skyline’a R34 została zakończona w 2002 roku, ale sprytni Japończycy już w 2001 roku przedstawili następcę, który prezentował, jak będzie wyglądać Skyline XXI wieku. W 2005 roku przedstawiono drugą wersję koncepcyjną, GT-R Proto, która prezentowała 70-80% właściwego GT-Ra. I ta wersja od początku była brzydka jak noc. Dość dziwna, momentami kanciasta linia nadwozia, typowa dla amerykańskich samochodów. Dalej mamy brzydkie światła przednie i spojler z tyłu, który zbytnio nie pasuje do nadwozia. I ten przedni zderzak, który jest co najmniej niedopracowany. Jedynie światła z tyłu są ładne, ale to ciągle za mało. Z aspektu wizualnego oczywiście, bo jednak GT-R przebił wszystkich, kiedy to wyjechał na najbardziej ekscytujący i przepełniony tor samochodami, czyli Nordschleife.

Stał się prawdziwy cud, ponieważ brzydkie kaczątko wyjechało sobie spokojnie na 21km cholernie trudnej trasy i co zrobiło? Przejechało jedno okrążenie szybciej, niż Porsche 911 Turbo. Seryjny model GT-Ra potrzebował 7 minut i 29 sekund na pokonanie tejże trasy. Oczywiście w Vaterlandzie zawrzało, bo to niemożliwe dla małych, niemieckich móżdżków, aby Nissan był lepszy od Porsche. I związku z tym Porsche wzięło jeszcze raz na tor GT-Ra i dodatkowo GT2, dając je w ręce… dziennikarzy. W takim „profesjonalnym teście” Nissan był wolniejszy o blisko pół minuty, a Porsche wyciągnęło 7:49. Jednak kogo to „lepsze porównanie” obchodzi?

Nissan-GT-R_2GT-R ma 480KM, wyciągnięte z silnika 3.8 V6 twin turbo, który profesjonalnie nazywa się VR38DETT. Dobre hasło do zabezpieczenia komputera. Dla porównania, Jankesi potrzebują silnika o pojemności większej niż 6 litrów, aby uciułać chociaż 400KM. Wśród innych danych technicznych można napomknąć, że Nissan przyśpiesza do 100km/h w czasie ok. 3,7s, leci maksymalnie 310 km/h, ma napęd na cztery łapy, 6-biegową skrzynię biegów z dwoma sprzęgłami, które zapewniają to, że szybciej zmienia się biegi oraz – prawdziwe cacuszko – zaprojektowany przez Polyphony Digital wielofunkcyjny wskaźnik wszystkich możliwych informacji, jakie można chcieć w samochodzie. Począwszy od normalnego czasomierza czy informacji o spalaniu paliwa, przebiegu samochodu przez informacje, które dla większości osób będą niezrozumiałe, czyli siła przeciążeń (W tym podłużnych i poprzecznych (?!)), turbodoładowanie, rozłożenie momentu obrotowego, kąt skrętu kierownicy, procentowe informacje o wciśnięciu pedału hamulca czy gazu i jeszcze tuzin innych, które powodują silne bóle głowy.

Nissan-GT-R_3Atak migreny może spowodować również informacje, że Nissan autentycznie ma tylne fotele, jednak przestrzeń tam, jest tak mikroskopijna, że jedyna rzecz jaka się tam zmieści, to właśnie środki przeciwbólowe. Szczególnie przydatne dla twojej żony, gdy dowie się, że nie masz zamiaru kupywać Porsche, ale właśnie złożyłeś zamówienie na swój własny model Nissana GT-R, który kosztował cię tylko 370 000zł, bo zamówiłeś jedyną wartą uwagi wersję – Black Edition. Oczywiście każdy GT-R składany jest ręcznie, tak jak przystało na samochód z klasą, a wersja na rynek europejski ma kierownicę po właściwej dla nas stronie.

Niestety, nic nie jest doskonałe, tak jak elektronika w tym samochodzie. Po kilkunastu użyciach kontroli startu – aby pokazać właścicielowi Porsche, gdzie jest jego miejsce w szeregu – najnormalniej w świecie odmówi współpracy i konieczna będzie jej naprawa. Idę o zakład, że w Polsce nie ma wyspecjalizowanych mechaników Nissana, mimo, że ruszyła już oficjalnie dystrybucja, która na razie ogranicza się do składania zamówień. Wyjście z takiej sytuacji? Powstrzymanie złych zapędów, co jednak nie oznacza, że tego samochodu nie warto kupować.

Co prawda jest brzydki od samego początku istnienia, elektronika jest w nim wadliwa i zamówić go można, tylko w dwóch miejscach w Polsce. Ale na litość, który samochód w takiej cenie będzie lepszy niż Porsche pod każdym względem? Sam gdybym miał odpowiednią ilość gotówki i doświadczenia za kierownicą, złożyłbym zamówienie na GT-Ra i nie postawiłbym go w garażu i czyścił go trzy razy dziennie. Najnormalniej w świecie jeździłbym nim do pracy i traktował jako normalny samochód użytkowy. Prawie, bo na całe szczęście nie pojedziesz nim na zakupy.

Thx for reading, take care.

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

PS. Wpis pochodzi z mojego bloga, dlatego wstęp nijak pasuje do MorePetrol. Ale komu chciałoby się pisać cokolwiek w sobotę po 10 rano?