Tuning: Diabelnie szybkie Ferrari

edo-ferrari-enzo-xx-evolution-1

Czy można ulepszyć doskonałość? Pytanie, które często pada gdy dotyczy supersamochodów. Bo teoretycznie, każdy następca powiedzmy: F40, Diablo, XKR’a ma bardzo trudne zadanie. Nawet jeśli pracuje nad nim sztab ludzi, który można porównać z ilością ochotników zaangażowanych w kampanię wyborczą Obamy mają przed sobą misję godną Agenta 007. Lecz gdy grupa entuzjastów diabelnie szybkich maszyn postanawia „wycisnąć” z nich jeszcze więcej efekt powinien być… hm… efektywny. Takiej misji podjęła się firma EDO. Zadanie było wbrew pozorom nie aż tak proste. Nie chodził o podkręcenie możliwości jakiegoś Golfa, Civic’a czy Mazdy. Stawką było Ferrari. Ale nie też jakieś zwykłe, jeśli o samochodzie z Maranello można tak powiedzieć. Za cel postawiono sobie przyśpieszyć Enzo. Misja godna porównania z dwunastoma pracami Heraklesa. Ale chłopcy z EDO postanowili sprostać zadaniu. Zmienili serce pojazdu. Silnik rozwiercono, wymieniono walki rozrządu, sprzęgło oraz układ dolotowe. W sumie silnik urósł o trzy dziesiąte litra i zyskał 180 koni mechanicznych. Aha, Enzo także poddano terapii odchudzającej – superauto straciło 100 kilogramów. Końcowa diagnoza wykazała – prędkość maksymalna w granicach 390 kilometrów na godzinę, a wskazówka prędkościomierza odległość od 0 do pierwszej setki pokonuje w 3.2 sekundy.

Reklamy

Egzotyki: Ferrari 612 Scaglietti

Jako, że dziś sobota, to mam obowiązek, a nawet przymus, aby napisać COŚ o JAKIMŚ egzotyku. Długo, bo 5 minut, myślałem czym dziś się zająć. I mój wybór padł na… Ferrari. Na to słowo wielu osobom uginają się nogi, a innym staje raz na zawsze serce. Wyobraźcie sobie, co się dzieje, gdy ktoś wsiada do samochodu z Maranello. Jeśli nie będziesz musiał zmienić bielizny, to jesteś hardcorem. Serio. Jako, że gama samochodu z skaczącym konikiem na masce jest bardzo szeroka, musiałem przeprowadzić jednostronne głosowanie, w którym wygrało…

Ferrari_612

Ferrari 612 Scagletti. Samochód tej został przedstawiony szerokiej publiczności w 2004 roku, jako następca modelu 456, który produkowany był przez 11 lat, od 1992 do 2003 roku. Nazwa modelu 612 – Scaglietti – to hołd dla jednego z najwybitniejszego projektanta Ferrari: Serio Scagliettiego. Samym projektem zajęła się Pininfarina, dlatego ten samochód jest taki piękny. 612 to coupe 2+2, to oznacza, że zmieszczą się tam cztery osoby. Dlatego ten samochód jest wprost idealny na wypad w góry albo nad morze. Bagażnik w porównaniu do 456 został powiększony o 25%, co daje łączą pojemność wynoszącą 240 litrów. Tylko pamiętajcie, że to nie jest samochód do golfa.

Ferrari_612_2

Sercem tego samochodu jest umieszczony z przodu silnik V12 o pojemności 5 748 cm3 czyli 5.75 l. Spod maski wyrywa się 540 galopujących włoskich koni mechanicznych, które przenoszone są na tylną oś, poprzez 6-biegową ręczną bądź automatyczną skrzynię zmiany biegów. Sprint do 100km/h zajmuje 4,1s, natomiast prędkość maksymalna to 315 km/h. Średnie spalenie wynosi ok 21l/100km, ale dzięki temu, że 612 ma bak o pojemności 105, samochód tankuje się co 500km.

Ferrari_612_3

Wnętrze to typowe Ferrari, więc zbytnio nie ma się o czym rozpisywać. Jest przestronne, więc cztery dorosłe osoby nie będą miały problemów z dłuższą podróżą. Poza tym, można sobie dowolny kolor tapicerki i setki opcji, po to by stworzyć własne 612 Scaglietti. Niestety, taka przyjemność kosztuje i to nie mało, bo 210 000 Euro. A im więcej bajerów, tym większa cena… Ale warto! W końcu to Ferrari!

Copyright © Michał Raven. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie powyższego tekstu bez zgody właściciela, zabronione pod groźbą wstąpienia na drogę prawną.

Kolorowe Ferrari

Ferrari-458-Italia-Colors-1

Włosi z Ferrari nie próżnują. Kilka dni temu w sieci pojawiły się obrazki i filmiki dotyczące nowego modelu. 458 Italia, jako następca ładnego F430 coraz bardziej odkrywa nam swoje oblicze. Tym razem poznajemy kolorystykę nadwozia. Niektóre z zaprezentowanych barw powinny zostać tylko jako ciekawostka, bo szpecą auto. Przynajmniej moim zdaniem.

Ferrari-458-Italia-Colors-3

Ubezpieczony klient, zadowolony klient

Towar luksusowy. Kiedyś były nim dżinsy, czy klocki LEGO w Peweksie. Był powszechnie pożądany i prawie niemożliwy do zdobycia. Teraz jednak zmieniło się wiele. Towar luksusowy aby być pożądanym, sprzedać się musi oferować więcej. I nie chodzi tutaj o promocje przy zakupie dwóch trzeci gratis/ za pół ceny. Nie. To dziś za mało. Klient musi czuć się wartościowy. No to dostanie komplet długopisów/piór desygnowanych naszym logiem plus kalendarz obszyty skórą. Też desygnowany. Nie. Też za mało. Coś, by czuł się wyjątkowy. I aby nie było mu za słodko, że my też od niego coś chcemy. A czego możemy chcieć od dobrodzieja, chlebodawcy naszego, konsumenta kochanego? Aby był nam wierny, nie zdradzał, zadowalał się naszym produktem i był z niego zadowolony. A jak się coś nie daj Boże zepsuje, aby nie krzyczał, nie mówił, że jak płaci to wymaga, bo to święta prawa. Lecz gdy już się stanie to nieszczęście aby przyszedł do nas, nie z krzykiem, lecz z uśmiechem. Bo cóż jest ważniejszego od zadowolenia naszego klienta? Oczywiście NIC. Więc, jak nastąpi ta zgroza, awaria to musimy uszczęśliwić naszego klienta. Więc damy mu na przykład samochód zastępczy. Źle! Tak robi każdy. Nawet nasi, że tak powiem, Koreańscy koledzy z branży, a pfe. To da każdy warsztat w cywilizowanym kraju. To za mało. Pomyślmy… A tak, już wiem. Nie mamy salonu w każdym mieście, prawda? Oczywiście, jesteśmy szanującą się firmą. No, to klient musi do nas się dostać jakoś, nieprawdaż? No a jak się dostanie, jak jego pojazd stoi gdzieś unieruchomiony, osamotniony. I może jeszcze deszcz pada. I może robi się ciemno. Aż żal robi się nam naszego szanownego dobrodzieja, klienta. I też tego cuda, które się zepsuło… Nie to złe słowo. Odmówiło współpracy, zachorowało. Też stoi i moknie. To co zrobimy? Otóż, weźmiemy pod opiekę właściciela i nasze dzieło. Pana Klienta zakwaterujemy w hotelu, oczywiście na poziomie, by klient nie musiał oglądać niechcianych rzeczy i scen. A samochodzik do salonu i naprawy. A jak Pan Klient ma daleko to jeszcze zapewnimy mu transport do domu. Oczywiście my, tak, my za to zapłacimy. ALE. Ale klient, nabywca, ten którego cenimy ponad wszystko musi wykupić u nas tą usługę. Na rok. I otrzyma ją. Jak się samochód zepsuje. Bo jak nie to na tym zarobimy. Ale lepiej by było gdyby kilku szanownym Panom/Paniom Klientom/Klientkom się zepsuło, bo to będzie dobra reklama. I darmowa nawet. Jeszcze tylko jedno ale. Klient nie może sam grzebać pod maską, ani odwiedzać tych szachrajów, tych łotrów, który twierdzą, że ulepszą nasze maszyny. Uczciwe, prawda?

Coś takiego, bądź bardzo podobnego usłyszeli pracownicy Ferrari w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. I nawet ta usługa ma ładną, sympatyczną nazwę: With You. Bo co bardziej uszczęśliwi nas, konsumentów, niż to że komuś na nas zależy.

Mocniejszy KTM

KTM Xbow

Lubisz szybkość, ale brakuje ci kasy na Ferrari czy Lamborghini? No to masz problem. Zawsze możesz kupić Porsche, ale pamiętasz jak skończył Hank Moody… Ale jeśli jesteś odważny, zawsze możesz zakupić „lekko” wzmocnionego KTM’a X-BOW. Tak, KTM. Nie przewidziałeś się. O tym, że produkują samochody powinieneś już wiedzieć. Przepraszam, zagalopowałem się. Nie samochody, tylko samochód. A teraz ABT wzmocniło już i tak potężny silnik drzemiący w zazwyczaj pomarańczowym pojeździe. Dwulitrowe TFSI od Volkswagena zostało wzmocnione do 300 koni mechanicznych. Taka moc w połączeniu z niewielką masą KTM’a, która wynosi zaledwie około 700 kilogramów zapewni gigantyczne emocje nawet u stoika. Przyśpieszenie zostało „poprawione’ z doskonałych 3,9 sekundy na idealne trzy i pół. Jest to wynik lepszy od Pagani Zondy C12, SLR-a czy Lambo Murcielago . Może komfort jest mniejszy, ale ile kasy zostanie w kieszeni. Tym bardziej warto, bo X-BOW stuningowany przez ABT zachowa gwarancję…

Ferrari bardziej sportowe?

Trzeba przyznać rację Włochom, że nigdy nie pozwolą się ci nudzić. Nawet posiadając samochód jednej z najwspanialszych marek świata, jakim jest Ferrari nie ominie cię możliwość fabrycznego tuningu. Posiadacze włoskich aut z oznaczeniem 599 mogą przemienić swoje „zwykłe” Ferrari w coś ciekawszego. Mając do wyboru dwa zestawy możemy zadecydować czy wydamy tylko 21 tysięcy czy szarpniemy się na 23 tysiące Euro.

Pierwszy zestaw upodobni nasz pojazd do limitowanej serii HGTE zawiera obniżone i utwardzone zawieszenie, bardziej wytrzymałe opony i nowy układ wydechowy. W droższym pakiecie otrzymamy nową skrzynię biegów wzorowaną na stosowanych w F1. Wszystkie wersje zostaną upiększone nowym design grilla i polerowanym znaczkiem Ferrari.

Gallardo LP560-4 bez dachu

lamborghini-gallardo-spyder-44

Co jest żółte, szybkie i nie lubi Ferrari? Przepraszam, bardzo szybkie. Jeśli celujecie w Porsche GT/GT3/TURBO to jesteście w błędzie. Tym razem chodzi o Lamborghini Gallardo LP 560-4. I to nie w zwykłej wersji, acz dla ludzi lubiących wiatr we włosach. LP 560-4 Spyder posiada doskonale znaną dziesięciocylindrową jednostkę o pojemności pięciu i dwóch dziesiątych litra. Po zabiegu zwiększającym „przewiew” autko schudło aż 20 kilogramów. Może to nie jest wartość szczególnie imponująca, lecz na auto ważące ok. 1700 kilogramów każdy szczegół cieszy. Aha, dwie setki na prędkościomierzu pojawiają się w czasie, który satysfakcjonował posiadaczy diesli jeszcze kilka lat temu – nieco ponad 13 sekund… A oto kilka fotek Spyder’a